niedziela, 31 lipca 2011

Należało się chłopowi. W Australii już odlewają pomniki, mają nowego bohatera narodowego.

Zdecydowanie najciekawszy wyścig z ostatnich kilku. W ostatnim tygodniu działo się wiele, ostatecznie to Cadel wyszedł zwycięsko z szamotaniny po górach dzięki czasówce. Niestety Schleckowie choćby szaleli w górach jeszcze bardziej niż w tym roku dopóki nie poprawią jazdy na czas, to zawsze Evans i Contador ich powiozą. Alberto nie trafił aż tak z formą jak na Giro. Kraksy kraksami, ale widać było, że nie jedzie mu się tak dobrze. I bardzo dobrze, Contador wygrywający wszystko jest nudny, poza tym przynajmniej nie odbiorą mu zwycięstwa w razie niekorzystnej decyzji komisji dopingowej.

Poza tą standardową ekipą w wyścigu zadziwiła mnie ekipa Europcar. O Voecklerze już się rozpisałem, ale on tam nie jechał sam. Pierre Roland mam wrażenie, że gdyby nie Thomas byłby jeszcze wyżej, miał nogi na top10. Wcześniej w Dauphine szalał Christophe Kern, w TdF też zaczął nieźle, ale potem połamał się w kraksie i wycofał się, na pewno Voeckler miałby w nim dodatkową pomoc.

Tymczasem odpocząć nie ma kiedy, właśnie w Wawie rozpoczął się TdP, niestety bez Sylwka :( We Vuelcie (btw - sprawdzałem trasę, chociaż nie ma jeszcze wysokościówek, to zapowiada się niezły kosmos!) też nie pojedzie, tylko wybiera się na zestaw Amerykański - Tour de California i parę klasyków. Szkoda, może w tym roku znowu spróbowałby wygrać nasz narodowy wyścig. Ale jest paru Polaków, których stać na spore sukcesy, więc warto przemęczyć się z tefałpowskim komentarzem.

PS. O tym, czemu nie wyjdziemy z grupy kopanej już niebawem.

czwartek, 21 lipca 2011

Evans, Basso, Contador też, chociaż może nie do końca - ci panowie dzisiaj sfrajerzyli aż się kurzyło. Wszystkich wyrolował Andy. Pewnie sam był mocno zdziwiony, że poszło tak łatwo.

Voeckler jest niesamowity, dzisiaj właściwie zemdlał w końcówce a i tak obronił żółtko. IMHO zapłaci za to jutro, ale nie wiem czy go to aż tak obchodzi. I tak dostałby na czasówce a dzisiejszym wysiłkiem w zasadzie zapewnił sobie top4. Nawet niech jutro straci minutę na Alpe d'Huez, zostaną 3 przewagi nad Basso i Cunego - tyle nie straci w sobotę. A jak jakimś cudem dowiezie się w top3 Francuzi zmienią pewnie dzień święta narodowego.

Ale to nic, nie mogę zrozumieć jak można było puścić Andy'ego na 4 minuty? Pojechał odważnie - ok, ale dwie minuty na mecie, kiedy Evans i spółka odrobili półtorej minuty na ostatnich 2km to tyle, na ile pozwolili mu odjechać na płaskim kawałku przed Galibierem - mając do pomocy całe stado pomagierów. Jakby się tam nie oglądali na siebie nawzajem to może i by go dopadli, może poprawiłby Frank, ale różnice byłyby mniejsze. A patrząc na to jak dziś pękli Sanchez i Contador, pewnie trzeba było pociągnąć wcześniej.

Wyścig jakby nie patrzeć lodzio miodzio, dzieje się codziennie i codziennie co innego. Sylwek dzisiaj się nie narobił, więc jutro... Vai!

wtorek, 19 lipca 2011

A może w przyszłym roku zostanie góralem i przyjedzie w top10 do Paryża.

Hushovd wyczynia w tym roku rzeczy niesamowite. Mówią, że żółta koszulka daje kopa, ale tęczowa chyba jeszcze większego. Skopiował metodę, która przyniosła sukces w piątek - większy odjazd, spokojnie pod górę i najszybciej w dół. Boasson Hagen był na sprincie pewnym wyzwaniem, ale stary lis był lepszy niż młodzież na dorobku.

To jeden wyścig, ale był i drugi jeszcze ciekawszy z tyłu. Niby taka popierdułka drugiej kategorii a Contador nie zastanawiał się ani kilometra. Pognał do przodu i nie zrażał się nawet przyczepionym Voecklerem ani tym, że go dwa razy doszli. Do trzech razy sztuka - zabrał się tylko Evans i Sanchez i na zjeździe była już naprawdę znaczna przewaga. Grupka lidera odrobiła sporo na płaskim do mety, ale i tak Basso i Andy stracili po minucie. Takie ściganie to można oglądać z przyjemnością. A zapowiada się jutro powtórka z rozrywki, chyba, że każdy będzie chciał odpocząć po dzisiejszych harcach przed Galibierem. Nie wierzę jednak, że znowu ktoś nie zechce wykorzystać 50km zjazdów z Sestriere i kopii końcówki dzisiejszego etapu.

Jeśli miałbym dzisiaj wytypować zwycięzcę to wychodzi na Evansa. W górach dziś zarządził a jeszcze jest czasówka, na której chyba nikt mu nie podskoczy z liderów. Szkoda Voecklera, trzyma się nadzwyczajnie i może gdyby do mety zostały tylko góry to dojechałby w top3, ale rundka wokół Grenoble raczej mu na to nie pozwoli...

piątek, 15 lipca 2011

Ten tour ma póki co trzech bohaterów. Voeckler imponuje, Gilbert fascynuje, ale dziś wszystkich skosił Hushovd.

Mistrz świata rzadko wygrywa etapy na TdF (i na innych wielkich tourach też) - ostatnio zrobił to bodaj Freire. Jak mistrzem świata jest sprinter, to jest mu łatwiej, no i dzisiaj też wygrał sprinter, tyle, że kompletnie niepłaski etap.

Nie zgadzam się z Darkiem Baranowskim i Jaroniem - tego etapu nie można nazwać płaskim. Col d"Aubusique zdecydowanie nie jest płaskie. A Hushovd najpierw sam rozpoczął atak pod górę, potem na szczycie odstał na dwie minuty, ale i tak w zasadzie bez problemu dojechał do Moncoutie i Roy i objechał i zdrowo na mecie - ergo był pod górę sprawniejszy, mądrzejszy od rasowych górskich harcowników-wyjadaczy. Roy na mecie się popłakał, nie dziwię się. Hushovd sam nie mógł uwierzyć w to co zrobił, chylę czoła za tę akcję.

Wczoraj z kolei zaimponował Voeckler. Thomas już wcześniej pokazał, że umie jeździć w żółtej koszulce. W karierze trochę w niej dni przejechał. Jak pisał Sylwek na blogu poczynił jeszcze większe postępy w jeździe w górach i to było widać. Ma też dobrego gregario, który dojechał z nim na Luz Ardiden. Ba dojechał, objechał Contadora, który jeśli jutro do Plateau de Beille nic nie odrobi, to w zasadzie może już (jak na swój standard) pakować walizki. W zwycięstwo Voecklera w TdF jakoś nie chce mi się wierzyć, ale może za rok, dwa? Najlepszą sytuację mają Schleckowie z prostej przyczyny - jest ich dwóch. Jak się jednemu nie uda, to przynajmniej tak wymęczy Evansa i Contadora, że drugi poprawi skutecznie. Basso też wczoraj wyglądał świeżo. Zapowiada się bardzo ciekawie.

No i jeszcze Gilbert. Niezmordowany, goniący za zieloną koszulką i kto wie, czy jej nie wyszarpie. Co więcej dzisiaj niby beznadziejnym atakiem wepchnął się z powrotem do top10. Czyżby zapatrzył się na diLucę, który też jak typowy klasykowiec dojechał niedawno na pudle w Giro? Facet jest nie do zajechania.

Fajny Tour. Sporo się dzieje, zaczęły góry = skończyły kraksy (tfu!), Sylwek jedzie dobrze i spokojnie, czekamy na Alpy, czuję, że co najmniej spróbuje się z Alpe d'Huez.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Sebiastian Vettel już jest mistrzem świata, chyba, że się (odpukać) połamie. Ale Bernie nie próżnuje, Berniemu spada pewnie oglądalność, bo ile można oglądać tylne spojlery RedBulli? Więc Bernie bierze specyfikacje techniczne bolidów i patrzy, patrzy, patrzy... I widzi nietypowy dmuchany dyfuzor. Aha! Mam Was!

W trakcie sezonu dla wyrównania szans tenże typ dyfuzora zostaje zabroniony. Przy okazji obrywa się także oprogramowaniu silnika. RedBulle dostają czkawki i o ile na Silverstone wciąż zdobywają pierwszy rząd, to po pierwsze w nie do końca normalnych kwalifikacjach, po drugie o 0,1s przed Alonso. W wyścigu nie jest już tak pięknie, głupia wtopa w boksie to tylko pretekst do zamiany miejsc, ale Alonso odjeżdża potem Vettelowi na 20s. Bernie w swojej kanciapie nie posiada się z radości, oglądalność wzrośnie!

Biedny Andrzej Borowczyk nie może się nadziwić, co to się dzieje z Renault. Otóż Andrzeju, ich też "przy okazji" wyrównano. Taka jest cena za innowacyjność - zostaje się "przyciętym" do standardu. Taki jest sens wymyślania niebanalnych rozwiązań. Bo nawet jeśli czegoś się w przepisach nie uwzględni, to tylko przez nieuwagę i potem w trakcie jazdy zawsze można to przecież dopisać. Skoczkom wzwyż w trakcie lotu podwyższyć poprzeczkę. Maratończykom na mecie powiedzieć, że przecież to był bieg na 10km. Kopaczom zamieniać rozmiary bramek co 15 minut. Pływakom dolać kisielu i pierwszej trójce wysuwać kolce przy nawrotach - o jak by to podniosło oglądalność!

A wystarczyło spojrzeć na kolegów zza miedzy. W WTCC już ze sto lat temu był przepis (nie wiem, czy jest dalej, straciłem kontakt) pozwalający na dołożenie najlepszym karnego ładunku. Wygrywałeś - wiozłeś w następnym wyścigu parędziesiąt kilo gratis. Proste. Skuteczne. Jasne. Ale po co myśleć...

Właściwie Bernie wykonał manewr tych porąbanych kolesi z TdF, co wjechali w kolarzy. Skosił przynajmniej dwa zespoły i pojechał dalej, RedBull się pewnie otrzepie i spokojnie dojedzie w peletonie, bo ma wystarczającą przewagę, byle tylko jej pilnować. Renault się już raczej nie przebije z powrotem. Back to the drawing board for 2012.

No, ale jakby co, to przecież dla naszego (kibiców) dobra, nie?

niedziela, 10 lipca 2011

Złamane: łopatka, obojczyk, nadgarstek i kość udowa. Dwóch faworytów - Vinokourov (padło na udo) i van den Broeck (łopatka) już nie jadą. To efekt jednej kraksy. Ale to nic, kraksy na zjazdach się zdarzają. Samochód wjeżdżający w ucieczkę już nie.

Wszelkie jutuby skrzętnie są wycinane, więc kto nie wiem, ile ten pożyje. Wygląda to masakrycznie. Na szczęście Flecha jak i Hoogerland dotarli do mety, czey pojadą dalej nie wiadomo, na pewno pana z samochodu telewizji na TdF i mam nadzieję na innych wyścigach już nie zobaczymy.

Sportowa rywalizacja wzięła dziś w łeb. Voeckler zdobył więc trochę na lewo żółtą koszulkę, szkoda mi strasznie Hushovda. Z drugiej strony Voeckler jest w stanie wytrzymać podjazd pod Luz Ardiden jeśli tam nikt nie będzie na poważnie atakował w co jednak nie wierzę. Sanchez to też nie kelner i chyba nawet lepszy góral. Teraz parę dni spokoju, ciekawe czy kierownictwo podejmie jakieś decyzje w stosunku do poszkodowanych przez samochód, może chociaż czas peletonu?

sobota, 09 lipca 2011

Jeszcze w temacie TdF - tegoroczna reklama Skody. Ge-nial-na.

PS. Wigginsa już nie ma. Szkoda, na Dauphine pokazał, że o pudło mógłby walczyć. Straszna ilość dzwonów w tym wyścigu, w ogóle w tym roku...

piątek, 08 lipca 2011

Zapowiada się ciekawie. (Nie)miła pani na pierwszym etapie fajnie ustawiła wyścig. Contador juz ma co odrabiać zamiast rwać do przodu. Niewiele tego, ale czy dogoni? Czy ma znowu taką formę?

1.41 do Evansa, 1.38 do Schlecka. To mało, on jest w stanie to odrobić na jednym etapie, ale czy jest w takiej formie? Swoją drogą do wymienionej dwójki większość faworytów do pudła ma już stratę. Van den Broeck 40s, Basso 1.03, Roche i Cunego 1.12, Karpiec 1.29. Góry już niedaleko, na razie trzeba się przemęczyć przez płaskie etapy. Aczkolwiek muszę przyznać, że tak nudne to one nie są. Fajnie zaplanowane końcówki - pierwszy etap z mini-premią górską, wczoraj też końcówka z hopką, które pogubiły sprinterów. Przynajmniej nie widać codziennie ucieszonej gęby Cavendisha.

W ogóle trasa bije na głowę zeszłoroczny Tour. Etap 18 to w ogóle jakiś kosmos. Prawie 5km przewyższenia, z czego połowa na pierwszym podjeździe, 2744m npm. w najwyższym punkcie. I na koniec Galibier po 200km w nogach. A na deser następnego dnia Galibier od dugiej strony i meta w Alpe d'Huez. Wcześniej w Pirenejach Plateau de Beille i Luz Ardiden. WOW, to są góry.

Piękny TdF się zapowiada. Może i "tylko" o drugie miejsce, ale jakoś nie jestem do końca przekonany. Na Giro Contadora było widać wszędzie, strach było otwierać lodówkę, atakował od pierwszego etapu. Tu też miał okazję finiszować od samego początku, ok, leżał w kraksie na 1 etapie, ale wczoraj była niezła okazja. Nie spróbował a przecież ma co odrabiać. Może to inna niż we Włoszech taktyka, a może forma nie taka. Zobaczymy. Patrząc wstecz na erę Armstronga stwierdzam, że z każdym kolejnym rokiem oglądałem TdF coraz bardziej dla widoków i komentatorów niż "ścigania" Ulricha z Armstrongiem. Nie wiem czy to tylko moje odczucia, ale pewnie wielu osobom te wyścigi też się cholernie nudziły. Dlatego w tym roku kibicuję z zasadą "Bij mistrza" - byle komu, tylko nie temu z numerem 1. Chyba najbardziej chciałbym widzieć na najwyższym pudle Evansa, chociaż on już kiedyś TdF wygrał, ale Schleck też może być. No i oczywiście kibicuję Sylwkowi i czekam na etap dziewiętnasty.

Zostaje jeszcze kwestia dopingu Contadora. W wywiadzie z Sylwiem wyczytałem ciekawe stwierdzenie - czemu WADA wozi się tak z tym werdyktem od roku? Czemu Contador został dopuszczony do wyścigu? Bo teraz jedną z opcji stało się zwycięstwo Hiszpana a chwilę potem (tydzień czy dwa po mecie w Paryżu jest zaplanowane posiedzenie) decyzja - haha, mamy Cię, oddawaj zwycięstwo(a). Komu i czemu to ma slużyć, bo na pewno nie dobru kolarstwa? Osobiście ten doping do mnie nie przemawia, znalezione ilości Clenbuterolu są zbliżone do gęstości zaludnienia na dnie oceanu. Z drugiej strony kolarstwo już mnie nie raz nauczyło, że nie można być niczego pewnym...

Więc póki co skupiam się na widokach i genialnych sporach Krzysztofa W. i Tomasza J. A już za chwilę Pireneje i zacznie się coś dziać. Bij mistrza!

wtorek, 05 lipca 2011

Po dłuuugiej przerwie powracam. Na szczęście blox mnie jeszcze lubi a mnie często brakowało pisania. Potrzeba uzewnętrzniania zwyciężyła, czas się jakoś znajdzie a dzieje się przecież sporo.

Na początek będzie sporo sportu, którego zdążyłem już parę razy znienawidzić i polubić na zmianę - ostatnio był na minusie, ale coż, potem było Giro, potem Dauphine a teraz jest TdF. A ponieważ Sylwek zapowiadał walkę o Alpe d'Huez, to jest to pozycja obowiązkowa. Trasa w tym roku znacznie lepsza niż w 2010, Contador na dzień dobry ma w plecy, Evans wydaje się być w dobrej formie, Schleck może się nie posypie a nawet jeśli Aleberto będzie wszystkich objeżdżał jak chciał i powieje straszną nudą z trasy, to zawsze zostaje Jaroń z Wyrzykiem. Must hear.

Stay tuned :)

poniedziałek, 07 lutego 2011

Totalna masakra... Najważniejsze, że żyje. Cała reszta jest drugorzędna.


Kompletnie nie rozumiem tych, którzy wyzywają go od bezmyślnych, brawurowych i hobbystów. Mili państwo, a czym on na życie zarabiał? Sprzedawał w sklepie?

F1 ma z rajdami tyle wspólnego, że mamy samochód na 4 kołach, start i metę. Ale ma jeszcze jedno - bezpieczeństwo. S2000 to nie jest pierwsza z salonu Skoda, to jest rajdowy samochód, który ma klatkę i tak dalej. Czy prawdopodobieństwo zaliczenia dzwona jest większe w F1 czy w rajdzie? Czy to w ogóle jest mierzalne? Równie dobrze mógł się przecież rozwalić bolidem F1. Zaraz, zaraz, przecież się rozwalił - wtedy jakoś nie było słychać o brawurze i bezmyślności? Bo w sumie skręcił tylko kostkę? A pan Webber łamiący rękę na enduro w trakcie sezonu to co?

Czy jak Marian Bublewicz ginął na oesie to ktoś wytknął mu, że przesadza?

To jest taki sport. To nie jest sport dla miękkich ludzi, tu trzeba mieć nerwy ze stali, umysł jak brzytwa i organizm jak cyborg. W ten sport wkalkulowane jest ryzyko jakie kierowca podejmuje. A co za różnica, czy swoje umiejętności podnosi na torze czy na oesie?

Na dzień dzisiejszy sezon 2011 Robert ma z głowy. W ogóle nie wiadomo kiedy wróci za kierownicę. Żal straszny, bo zapowiadało się na fajny sezon dla Renault. Mieli odwagę pokombinować przy samochodzie jak chyba żaden inny team. Może nie będzie to sezon mistrzowski, ale postęp pewnie będzie. Tym bardziej szkoda, że Robert w tym sezonie nie powalczy o mistrzostwo, tylko o zdrowie. Ale z drugiej strony, dobrze, że o to zdrowie może walczyć. Ba, nie wątpię, że wyjdzie z tej walki zwycięsko. Nie wątpię, że do rajdów wróci, bo czemu nie? Co zrobił po dzwonie w Montrealu? Jechał dalej, jeszcze szybciej. Nie wątpię, że Eric Boullier mu rajdów nie zabroni, bo świetnie sobie zdaje sprawę, że z niewolnika nie ma prawcownika. A ile znaczy dla teamu ten kierowca on dobrze wie, bo jako jedyny chyba z szefów teamów zgodził na uczestwictwo Kubicy w rajdowaniu. Znaczy, że ryzyko było warte świeczki.

Poczekamy. Nawet jeśli nie uda się w 2011, to w 2012 też będzie sezon. Nie trzeba forsować organizmu, zresztą żaden lekarz nie wpuści go do cockpitu bez 100% pewności, że jest sprawny. Poczekamy, jest na kogo.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Aktualny PageRank strony toiowonasportowo.blox.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
Blogi Sportowe