poniedziałek, 16 listopada 2009
Za wspomnienia z Katowic, za emocje z finałów ligi w końcówce lat 90tych, za trzymanie reprezentacji w kupie jeszcze długo po tamtym złocie.
Bardzo miła uroczystość (wynika z fotek) odbyła się wczoraj na ŁKSie (galeria tutaj). Dwie bardzo, bardzo zasłużone reprezentantki naszego kraju, mistrzynie Europy z 1999 roku, olimpijki z Sydney i multimedalistki mistrzostw Polski oficjalnie pożegnały się z graniem na boiskach.
A skoro już przy koszu jesteśmy... Tak wiem, notek brak ze względu na niemoc twórczą w połączeniu z niedoborem czasu. Ale liga ma się dobrze. Bezbłędny Gorzów, coraz lepszy Lotos, coraz lepsza Wisła, wciąż solidne Polkowice. W Eurolidze Wisła 3-0, Lotos 2-1, Gorzów 0-3. Dziwne, patrząc na bilanse w lidze. Ale widać AZS płaci cenę za granie na najwyższych obrotach dwa razy w tygodniu. Wisła bez ograniczeń w postaci Polek radzi sobie znacznie lepiej a i Janell Burse i Iziane Castro-Marquez póki co zdają egzamin. Lotos ciągle miewa wzloty i upadki, w lidze często się męczy, w Eurolidze też, ale jakoś jest na plusie. Shameka Christon godnie zastępuje Alanę Beard, która na razie (jeszcze) nie gra tego, czego od niej należy oczekiwać. W styczniu powróci Tamika Catchings i Lotos pewnie będzie znowu bardzo mocny. W Gorzowie też odgrażają się, że w styczniu będą roszady i raczej być tak musi, jeśli AZS marzy o ponownym występie w finale. Za nami 10 kolejek i już małe podsumowanie by się przydało, ale o tym następnym razem. Stwierdziłem, że formuła notkowania o koszu jest trochę rozwlekła, więc mam koncepcję zmian - jak ktoś czytuje Murowanie z Cegieu, to powinien się odnaleźć :) Stay tuned.
środa, 04 listopada 2009
Ale nie, nie sezonu 2009. Sezonów 1983-2009. Fantastyczny materiał wygrzebany przez jednego z forumowiczów pewnego forum niezwiązanego ze sportem. Materiał koniecznie do zobaczenia. Statystyki wyprzedzania w sezonach 1983-2009 Tyle narzekamy na to, że sezon był nudny. Generalnie ostatnie sezony są nudne juz od dawna patrząc na wykresy. Jednak widać pewne tendencje, słusznie zauważone w tekście: During a period of constant FIA rule changes from 2004 to 2008 there was an overall reduction of 1 overtake per race. Nie jest więc wcale tak tragicznie. Poza tym niektóre sezony są zaburzone poprzez nietypowe kwalifikacje (np. 2003). A odnośnie tego jakie mamy teraz nowe tory. W sezonie 2009 było tak:
Widać, które tory dają radę. Dobrze, że wraca Montreal, który ma świetną średnią. I to też jest przyczyna tego, że średnia ilość na sezon spada. To rzeczywiście nie F1 staje się nudniejsza - to tory...
poniedziałek, 02 listopada 2009
Kamila Skolimowska (1982-2009)
Piotr Morawski (1976-2009)
Stanisław Królak (1931-2009)
Zygmunt Chychła (1926-2009)
I wielu innych, których nie sposób wymienić. Niech spoczywają w pokoju.
środa, 28 października 2009
Pierwszy przejazd po nowiuśkim torze Yas Marina by Bruno Senna z pasażerem:
Zdaje się, że pan Tilke zapomniał na chwilę o bezpieczeństwie i dał się ponieść fantazji i kasiorze szejków. Pierwsze przemyślenia na gorąco:
Ogólnie jednak tor zapowiada się fantastycznie. Prawdziwych osiągów nie dane tu obejrzeć, bo Senna się strasznie wlecze. Niewątpliwie będzie walka, będzie się sporo działo, bo na asfalcie próżno będzie szukać przyczepności (piach, potem piach, potem brak gumy z wcześniejszych wyścigów, potem jeszcze trochę piachu) a bariery w wielu miejscach całkiem blisko. Walencjo, Singapurze, schowajcie się pod szafę.
niedziela, 25 października 2009
Mili państwo, ale nas ładnie wykołowano :)
Miała być walka stulecia, Polsat zamienił się na chwilę niemal w Fakt, wszystko co tylko poczytne i oglądalne trąbiło o tym jak o święcie narodowym. I co? I znowu dupa zbita proszę państwa :) Może tytułem wstępu - kibicem bokserskim jestem słabym. Oglądam naprawdę okazjonalnie, a najwięcej walk w historii to widziałem chyba Michalczewskiego. Nie zarywam nocy, żeby oglądać na żywo (raz mnie tylko Andrew nabrał i wystarczy), nie studiuję taktyk ani nie szukam zdjęć panienek od tablic. Ale jak mnie ktoś robi w konia to już poznaję. Więc z punktu widzenia kogoś, kto zna jakiś zarys backgroundu historii Tomasza i Andrzeja, to ta walka właściwie nie miała miejsca. A przynajmniej nie musiała. Jej przebieg, wynik końcowy były tak do bólu przewidywalne, że aż smutne. Dziadek Andrzej poza trash-talkingiem nie miał nic ciekawego do zaoferowania. No może większą niż zwykle odporność na ciosy - choć z drugiej strony lżejszego o 20kg Adamka na razie trudno podejrzewać o kowadło w rękawicach. On dopiero próbuje co to znaczy waga ciężka. Chyba tylko dlatego ta walka nie skończyła się na rundzie pierwszej. Bo miałem wrażenie, że pierwsza runda była dla kibiców, potem pewnie Solorz poszedł do Gmitruka przypomnieć mu, że biedny Polsat sprzedał reklamy na 12 rund i żeby może jednak Tomek trochę odpuścił, tak przynajmniej do połowy. Więc Tomek odpuścił, następne trzy rundy przedreptał w tempie Andrzeja, ale więcej nie zdzierżył. Może to i dobrze. Może więcej Polsat nie weźmie się za organizowanie walk bokserskich, bo widoku zapowiadacza w postaci Krzystofa Ibisza to chyba nie zapomnę do końca życia. Paszportu Polsatu, którym obdarowano Adamka też nie.
Andrzej Gołota kiedyś naprawdę potrafił boksować. Ale litości, ktoś powinien prawnie zabronić występów zawodnikom po czterdziestce, ba płacić im kasę za to, żeby przypadkiem nie walczyli. Może 10 lat temu miałby jakieś szanse, ale nie wczoraj. Z drugiej strony ciężko nie zgodzić się z Mariolą Gołotą - Andrzej został wykorzystany. W sumie za $300.000 może i był to dobry deal? Kasa była niezależna od wyniku, wygrana nic mu zupełnie nie dawała (czy ktoś uwierzyłby w kolejny powrót i walki o jakieś mistrzostwo?), a przegraną zapewnił Adamkowi rozwój. Wszystko zostało podlane historią jak to panowie kiedyś się lubili, ale już im przeszło i chcą sobie wyjaśnić kto lepszy na ringu. Tylko po walce jakoś Gołota był wyjątkowo rozbrajający i aż biło w oczy jego pogodzenie się z wynikiem, jakby go (niesamowite) przeczuwał. A Adamek ledwo się spocił (no w końcu musiał trochę pomachać rękoma w piątej rundzie). Tak więc wszyscy wyszli zadowoleni - Adamek podrasował sobie CV, Gołota zarobił swoje a Polsat jeszcze więcej na tych biednych 15.000 widzów, którzy liczyli na emocje. Może i były one we wcześniejszych walkach, pewnie była to jedyna okazja, żeby obu Polaków ujrzeć walczących w kraju, w każdym razie main event okazał się słabym widowiskiem. I wcale nie spowoduje wzrostu zainteresowania boksem w Polsce. Hejterzy Gołoty mają kolejny punkt do wyliczanki, piewcy Adamka także. Jeden skarb narodowy (?) został poświęcony na ołtarzu walki o lepsze jutro dla drugiego, tylko czemu wciągnięto w to niewinnych kibiców?
poniedziałek, 19 października 2009
Umarł król, niech żyje król. Mamy nowego mistrza świata - mistrza chyba jeszcze słabszego niż ustępujący.
Rok temu po identycznie fantastycznym wyścigu w Brazylii mistrzem świata został jednak Lewis Hamilton. Mój stosunek do tamtego mistrzostwa wyraziłem tutaj. I dziś mogę niemal to samo napisać - ten mistrz świata nie jest może równie "nieuprawniony" do tytułu najlepszego na świecie jak rok temu Hamilton, ale jednak straszliwie bezpłciowy. Po raz kolejny do mistrzostwa starczy poniżej 100pkt, zapewne jeszcze mniej niż rok temu Hamiltonowi. Mieliśmy co prawda jeden wyścig mniej, ale zawsze. Mimo to Jenson Button wjechał swoim Brawnem do punktowanej ósemki w każdym wyścigu w sezonie (poza jedną kolizją w Spa). To jest wyczyn godny odnotowania, a jednak po fantastycznym początku druga część sezonu była jak wczorajszy kapeć Barichello. Czemu? Przecież nie przez słabszą formę samochodu, bo w tym samym czasie swoje dwa zwycięstwa odniósł właśnie Barichello. Czyżby więc jednak psychika? Do tego sezonu Jenson odniósł całe jedno zwycięstwo i to w sumie przypadkowe po dziwnym wyścigu na Węgrzech w 2006 roku. W tym roku dostał fantastyczny samochód i zdyskontował tę przewagę na początku sezonu. Teraz niby spokojnie dowiózł mistrzostwo do mety, ale czy tak spokojnie? A może właśnie zbyt spokojnie? To już chyba wolałem Hamiltona, po którym przynajmniej można było spodziewać się jakichś fajerwerków. Albo zwycięstwa, albo nosa wbitego w opony, ale czegoś. Czegoś obcego Buttonowi, czy wyobrażacie sobie, żeby przebił się wczoraj swoim Brawnem z 18 pozycji na podium, powiedzmy gdyby musiał? W sumie jak się zastanowię, to wychodzi mi, że w tej stawce jedynie Raikkonen, Alonso, Massa, no i powiedzmy teraz dojrzalszy (choć wciąż głupawy - vide Monza) Hamilton nadają się na rasowych mistrzów. Kubica nie, jeszcze nie. Na razie jest w identycznej sytuacji jak Button - wygrał jeden dość specyficzny wyścig i czeka obecnie na samochód godny walki o tytuł. W sezonie 2010 dostanie Renault, być może mistrzowskie, być może nie. W przyszłym roku czeka nas przecież znowu loteria - brak tankowania oznacza kolejne totalne przekonstruowanie samochodu, żeby zmieścić w nim dwa razy tyle paliwa. Znowu klasyfikacja może przewrócić się do góry nogami. W tym roku Renault było słabiutkie, miejmy nadzieję, że utrafią z bolidem w przyszłym roku. A teraz pora na wisienkę na torcie - GP Abu Zabi. Ten wyścig ma szansę stać się tym, czym miał być Singapur, ale poległ niemal na całej linii. Też ma być sztuczne oświetlenie, też jest to tor "uliczny", petrodolarów będzie jeszcze więcej. Mam nadzieję, że nie będzie takich wpadek jak rok temu w Singapurze i to GP rzeczywiście będzie wizją tego sportu w przyszłości. Byle tylko zachodzące słońce nie biło po oczach...
czwartek, 15 października 2009
Oto oni:
Wiecie jak ciężko znaleźć jakąś galerię z meczu ze zdjęciami kibiców? Więc zamiast zdjęć, o których miało być najwięcej będzie chyba najostrzejsza notka w historii tego bloga. Zacznijmy od tego, że rozumiem ten cały bojkot jako ideę. Ja kibicem piłki nie jestem, ale oczy i uszy posiadam. PZPN to oczywiście chory twór na czele z betonem w zarządzie i należy go tępić prawie wszelkimi możliwymi metodami. No właśnie, prawie. Rozumiem frustrację kiboli zorganizowanych i tych piknikowych, rodzinnych, przypadkowych. Rozumiem nawet transparenty typu "Je... PZPN". Rozumiem media, że się do otwartych przeciwników PZPN przyłączają. Rozumiem, gdy czytam jak potraktowano chociażby Michała Szadkowskiego. Rozumiem akcje jak www.fifauefa.pl czy www.koniecpzpn.pl/. Ba uważam je wręcz za konieczne. Rozumiem frustrację z powodu jazd z biletami, cenami z nieba, przywłaszczania ich sobie przez związek i tak dalej. Rozumiem, że mecz był o nic, pogoda była do dupy i pora była odpowiednia. Rozumiem, że kadra nic nie gra i straciła resztki motywacji i ma trenera z przypadku a zawodników, cóż... Ale jednej rzeczy nie rozumiem i nie zrozumiem. To jest do ciężkiej cholery reprezentacja Polski. Nie zrozumiem jak można olać mecz kadry nawet dla tak "szczytnego" celu, z którym powtarzam - zgadzam się? Zrozumiałbym, gdyby kibole poszli wywieźć na taczce Latę. Zrozumiałbym transparent z wiadomą treścią na pół trybun. Ba zrozumiałbym nawet małą wojnę z policją o jego zdjęcie. Wiele w zwykłych warunkach rzeczy nienormalnych jestem w stanie przełknąć dla dobra polskiej piłki. Ale nigdy nie przyjmę do wiadomości, że nieobecność kibiców na trybunach może przynieść cokolwiek dobrego drużynie. Bo to drużynę trzeba dopingować, nie związek. To drużynę trzeba wspierać, chociażby Garncarczyk strzelał trzy samobóje na mecz. To drużyna musi widzieć i słyszeć pełne trybuny, żeby chciało jej się grać i żadne transparenty "Jesteśmy z Wami, to dla Waszego dobra" nie pomogą. Co teraz z tymi czterema tysiącami ludzi (minus Słowacy), którzy poszli na mecz? To debile, co nie rozumieją wyższej idei, czy prawdziwi kibice? To frajerzy, co stali i marzli chociaż przecież wiedzieli, że przychodzić nie mają, czy prawdziwi kibice? To łamistrajki czy kibice? Tych ludzi podziwiam i mam do nich szacunek. Dla Was - zadowolonych z tego, że bojkot tak zajebiście się udał i teraz na pewno PZPN ruszy dupska już nie bardzo. Bo nie ruszy, a Wasza piękna akcja przyniesie tylko szkodę reprezentacji.
środa, 07 października 2009
Oficjalnie. Z lakonicznego komunikatu wychodzi, że to ledwie roczny kontrakt. Wniosek - najlepsze wyjście z możliwych.
Kubica wraca do Renault i się z tego cieszy między innymi dlatego, że to dzięki temu teamowi znalazł się przecież w F1. Ale jednocześnie samochód na zdjęciu powyżej to już zamierzchła przeszłość. Już nie jest to najlepszy bolid w stawce jak w 2005 roku. Teraz jest średniakiem i to średniakiem z najlepszym kierowcą w stawce, który potrafi dać wielki wkład w rozwój mechaniczny. Bez Alonso na pewno będzie trudniej, czy z Kubicą będzie jednak nie tak źle? Robert też uznawany jest za dobrego kierowcę, też ponoć potrafi przyczynić się do rozwoju samochodu. Renault nie jest znowu jakimś wyjątkowo nędznym teamem, żeby nie było w nim możliwości wejścia na wyższy poziom. Przez aferę z Piquetem zespół się trochę posypał, ale przecież to nie jeden Symonds czy Briatore decydują o wszystkim. Poza tym, jeśli coś nie wyjdzie, to przecież tylko jednoroczny kontrakt, zawsze można zwinąć manatki. Czy przypadkiem Massie, Vettelowi czy Webberowi kontrakty nie kończą się za rok? Jeśli małżeństwo z Renault nie wypali będzie to "tylko" kolejny stracony sezon. Jeden taki już w BMW Robert właśnie zalicza, ale jeden był też wyjątkowo udany. Jeśli się uda, to jestem przekonany, że zostanie wykorzystana opcja przedłużenia lub coś w ten deseń. Anyway, pozostaje jeszcze obsadzenie miejsca w drugim bolidzie. Bo że nie będzie to Grosjean to raczej jest pewne. Będzie zabawnie jeśli faktycznie okaże się, że zasiądze tam Nick Heidfeld. I wbrew pozorom wcale nie byłoby to takie złe ani dla teamu ani dla Kubicy. Znajomy kierowca, równo jeżdżący, bez aspiracji liderowania, z wielkim doświadczeniem. Ja bym brał.
wtorek, 06 października 2009
Sezon zaczął się jak u Hitchcocka - od trzęsienia ziemi. Czy dalej będzie już tylko ciekawiej?
Ale przecież to już było i to ledwo w zeszłym roku. Wtedy AZS Gorzów w dwóch pierwszych kolejkach odniósł zwycięstwa nad Lotosem Gdynia i Wisłą Kraków. Teraz ten wyczyn skopiowały podopieczne trenera Koziorowicza. Czy tak jak Gorzowianki zawodniczki z Polkowic dojadą z tym kapitałem do finału ligi? Jak na razie liga sypie niespodziankami jak z rękawa. Mistrzynie Polski ledwo uszły z życiem w Pruszkowie dzięki rzutowi równo z syreną Magdy Leciejewskiej. W Polkowicach zagrały dużo słabiej, choć już wzmocnione Erin Philips i Emiliją Podrug. To jednak nie wystarczyło na zgrane, zmotywowane i uskrzydlone zwycięstwiem w Krakowie zawodniczki CCC. Trener Koziorowicz swój zespół zebrał przed ligą dużo wcześniej i widać to było na parkiecie. Mniej strat przy równie kiepskiej skuteczności co goście okazało się kluczem do zwycięstwa. Podobnie było w pierwszej kolejce w Krakowie - tam też solidna gra doprowadziła do sukcesu. Równo z Polkowiczankami idą wicemistrzynie Polski - ale tym razem start miały łatwiejszy. Łatwe zwycięstwo w Łodzi i spokojne z Toruniem dają na razie pozycję lidera. Trener Maciejewski także miał sporo czasu na doszlifowanie gry swoich podopiecznych, Sidney Spencer, Jela Vidacić czy Julia Dureika wcześnie pojawiły się w Gorzowie i jak widać wczesne treningi na razie przynoszą wyniki. Na drugim biegunie jest człowiek, który miał być zbawieniem w Krakowie. Jose Hernandez przyszedł do Krakowa w glorii wicemistrzostwa Euroligi z Salamancą. Na razie ligę rozpoczął od dwóch porażek - najpierw u siebie z Polkowicami a w drugiej kolejce sensacyjnie ulegając brzeskiej Odrze. W Krakowie takiego startu w PLKK nie pamiętają od bardzo dawna. W zeszłym roku kiepski start odbił się potem na pozycji w końcowej tabeli sezonu zasadniczego. Teraz dwaj najwięksi potentaci już mają straty do odrobienia. Co więcej już dziś w Brzegu zagra Lotos i wcale nie jest powiedziane, że w obecnej formie musi wygrać. Odra jest na fali, trener Zyskowski miał patent na Wiślaczki, może znajdzie także jeden na Gdynianki, którym jeszcze daleko do optymalnej formy. Wisła z kolei podejmuje u siebie beniaminka z Bydgoszczy i chyba tym razem nikt nie wyobraża sobie innego wyniku jak zwycięstwo gospodyń. Liga w październiku galopuje w niesamowitym tempie. Dwie kolejki w tygodniu sprawiają, że po miesiącu grania można znaleźć się w bardzo niewesołej rzeczywistości. Terminarz ten nie sprzyja naszym etatowym eksportowym zespołom, które dopiero od listopada zaczną walkę w europejskich pucharach i na te mecze przygotowują formę. W Krakowie jeszcze w tym tygodniu pojawi się Janell Burse i trener Aragones będzie miał już niemal komplet zawodniczek (Iziane Castro-Marquez dojedzie w listopadzie). W Gdyni wciąż nie wiadomo co ze sponsorami a czas, który dały klubowi Tamika Catchings i Alana Beard nieubłaganie upływa. Bez tych gwiazd bardzo trudno będzie obronić tytuł. Liga jak widać jest więc coraz ciekawsza. Coraz bardziej wyrównana. Coraz mniej jest meczów do jednego kosza i ekip wyraźnie odstających. I oby tak dalej a kibiców na pewno nie braknie.
poniedziałek, 05 października 2009
Czwarty półfinał, trzeci medal. Piękna to była niedziela, nie?
Niewątpliwie mamy nowe złotka. Chociaż nie zdobyły medalu z tego najcenniejszego kruszcu, to nie mam wątpliwości, że to drużyna na miarę tamtej złotej. Przetrzebiona kontuzjami, tracąca trenera w połowie turnieju wyszła z niego zwycięsko. Holenderki i Włoszki były poza zasięgiem, nie ma co gdybać i zastanawiać się, czy to nerwy czy brak umiejętności - po prostu na te dwie ekipy nie było mocnych. A nasze dziewczyny potrafiły znaleźć się jako te trzecie na podium. A to facet, który pomógł nam przetrwać trudne chwile. Gdy zabrakło pierwszego trenera na miejscu był drugi, wcale nie gorszy. Tak jak wśród zawodniczek - gdy zabrakło Skowrońskiej, Świeniewicz, na miejscu były godne zastępczynie. Mamy więc bogactwo na ławce, mamy z czego i kogo wybierać reprezentację, mamy więc wyniki. No i standardowo dekoracja nie mogła przebiec bez jakiejś deklaracji. Tym razem medal dziewczyny zadedykowały nieobecnemu trenerowi i jego żonie. Mamy więc mistrzów Europy i brązowe medalistki mistrzostw Europy. Mamy swój sport narodowy, tylko go wreszcie doceńmy w kraju, w mediach, w ogóle. Na Bałkanach czy Litwie taką pozycję ma koszykówka, w Holandii łyżwy szybkie, tak można by dalej wymieniać i wymieniać kraje, które są w czymś dobre i są z tego dumne. Czy my nie możemy być tak dumni z siatkówki? |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Oficjałki
Tu warto klikać
Wygląd zasila
|